czwartek, 14 kwietnia 2016

Od Clarissy C.D Artur

Czyli jednak marzenia się spełniają, ktoś po mnie przyszedł i zaprowadził mnie od razu do siebie na obiad. Super.
Niespodziewanie w jego domu znowu spotkałam Ginewrę, tą, która kilka lat temu uleczyła Leę. Jego matka, czy co? No cóż, uśmiechnęłam się jedynie szeroko i usiadłam przy stole czekając na obiad, bo głodna byłam strasznie.

Po obiedzie bez słowa wyszłam z domu i usiadłam sobie kilka metrów przed nim. Po chwili położyłam się na trawie i obserwowałam chmury. Na chwilę zapomniałam o całym świecie, zamknęłam oczy i pogrążyłam się w myślach.

< Arturek? Dołączasz, czy wyrywasz naszą marzycielkę z jej pięknego "snu"? |D >

Od Artura Cd Clarissa

Wyruszyłem po zioła dla matki. Byłem już w lesie od kilku godzin i miałem już prawie wszystkie. Nagle zobaczyłem kobietę siedzącą na ziemi. Podszedłem do niej.
- Co tu robisz?
- Siedzę.
- To widzę.- Odparłem. Spojrzałem na dziewczynę.
- Zgubiłaś się. - Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie.
- Wcale nie.
- Oj nie kłam już. Chodź. - Powiedziałem i zaprowadziłem ją do domu na obiad ( kiszki jej marsza grały). Kiedy dziewczyna zobaczyła moją matkę krzyknęła:
- To ty wyleczyłaś moją siostrę!
<Clarissa?>

Od Clarissy

Szłam przez las, kopiąc po drodze jakiś kamyczek. Cały czas zastanawiałam się, gdzie podziała się Lea. Od jakiegoś czasu jej nie widziałam...
Gdy ścieżka się skończyła, weszłam nieco głębiej. Mieszkam w okolicy tego lasu kilka lat, chyba się nie zgubię, no nie?
Myliłam się, bo nie minęło nawet 10 minut a już straciłam orientacje w terenie. Super. Rozejrzałam się kilka razy, a po chwili zrezygnowana usiadłam na ziemi, jakbym miała nadzieje że droga powrotna sama się znajdzie.


<A to ja Arturka poproszę o odpis~>

Od Clarissy C.D Lea

W lesie panowała nieskazitelna cisza, słychać było jedynie cichy szum strumyka. Na wilgotnych kamyczkach klęczała białowłosa kobieta. Nuciła coś pod nosem i plotła wianek z białych kwiatów.
- Skończone. - Mruknęła sama do siebie zadowolona i włożyła wianek na głowę, przy okazji przysuwając się bliżej do strumienia, i patrząc w tafle wody. - Mam nadzieje że jej się spodoba.
Uśmiechnęła się lekko i schowała swoje dzieło do dużej torby którą miała zawieszoną na ramieniu, po czym wstała z ziemi i poszła dalej w las, mając nadzieje że spotka swoją siostrę, bo to właśnie dla niej robiła ten wianek.

<Tak bardzo wenus do dupus. Lea, lub ktokolwiek inny? xD>

Od Artura

Odkąd ojciec wydał zezwolenie na założenie przeze mnie stadniny często chodziłem do miasta aby kupić jakieś nowe konie. Poszedłem więc do Samaela jedynego wiarygodnego handlarza końmi. Co prawda nie traktował za dobrze ani ludzi ani zwierząt  ale jego konie były naprawdę dobre.Wszedłem do jego stajni w chwili gdy kilku stajennych mocowało się z koniem.
- Witaj Samaelu masz coś dla mnie?- Zapytałem.
- O książę dla Ciebie zawsze...- Zaczął.
- Nie korz się. Mów co masz dla mnie.- Powiedziałem.  Mężczyzna zaczął mi pokazywać różne konie. Nagle mój wzrok skierował się na czarnego ogiera z którym siłowali się stajenni.
By the Lake by sammykaye1 
- A ten?- Zapytałem. 
- Jest narowisty. Nikt go nie chce kupić ale jak ty książę sobie życzysz to będzie za 100 monet. 
- 50 jeśli da mi się dosiąść.- Powiedziałem. Samael  skinął głową. Podszedłem do ogiera i wskoczyłem na jego grzbiet. Koń zachowywał się spokojnie. Jego myśli nie były niczym zmącone.
- Jest twój książę.- Powiedział mężczyzna. Zszedłem z konia i podszedłem do mężczyzny.
- Wezmę jeszcze tamtą klacz.- Powiedziałem wskazując białego jednorożca. 

Zapłaciłem sprzedawcy i już miałem wychodzić kiedy do mnie i Samaela podbiegła jakaś dziewczyna. 
- Nie możesz go sprzedać. On jest mój!- Krzyknęła 
- Nie jest twój. Ty jesteś tylko nic nie znaczącą stajenną.- Warknął mężczyzna i zamachnął się aby uderzyć dziewczynę. Złapałem go za rękę. 
- Mam nadzieję że masz kogoś na zmianę bo ona idzie ze mną.- Powiedziałem. Mężczyzna skinął mocno głową.  Dziewczyna patrzyła na mnie przerażona. 
- Chodź.- Powiedziałem. Dziewczyna pobiegła za mną. Nie była człowiekiem lecz mieszanką człowieka i elfa. Doszliśmy do wielkiej stajni gdzie trzymałem konie. Wprowadziłem dwa nowe do boksów. Nagle usłyszałem rżenie konia, które przypominało nieco lawinę. Zerwałem się i pobiegłem do boksu Tartara. Wbiegłem do niego i odgoniłem stajennych od konia. Uspokoiłem 3 metrowego konia bez trudu.
- Mówiłem że sam się nim będę zajmował.- Warknąłem. Pogładziłem ogiera po chrapach i wyszedłem.
- Samael nie płaci Ci zbyt dobrze i tak samo Cię traktuje. Chciałabyś może pracować u mnie Lea? Córko elfa i człowieka?
<Lea?> 

Od Lei

Napięła cięciwę łuku. Tornado zarżał. Z rezygnacją opuściła łuk. Spojrzała na ogiera "z buka". Wydawało jej się że mówi "Nie trafisz".
-Te, przestań bo nie mogę się skupić!- Warknęła. Czasem wierzchowiec doprowadzał ją do szału. Ale niestety wybrała jego. A może to on wybrał ją? Bo wiedział kim ona naprawdę jest? Potrząsnęła głową i wróciła do ćwiczeń. Nałożyła strzałę na cięciwę. Skupiła się i wystrzeliła. Ciemnowłosa wiedziała jaki jest tor lotu, "amunicji". Nie musiała zbytnio celować, bo strzała sama trafiała do wyznaczonego przez Lee celu. Grot trafił w sam środek tarczy, która była wykonana ze słomy. Dziewczyna podbiegła do celu, i wyrwała wszystkie strzały. Wsadziła je do specjalnej torby, którą miała przypiętą do pasa. Spojrzała w górę. Kilka białawych obłoków przetoczyło jej się nad głową. Będzie niedługo wracać. Spuściła wzrok na czarnego konia, który pasł się niedaleko. Uzda i siodło były zawieszone na gałęzi, by nie  uwierały wierzchowca gdy ona będzie ćwiczyć. Ogier przy truchtał do dziewczyny, wkładając pysk w jej, głęboki, czarny kaptur. Który spoczywał na jej głowie. Zaśmiała się cicho, bo wilgotne chrapy łaskotały ją w uszy. 
- Jak myślisz? Wracamy?- Ogier cofnął łeb i pokręcił nim. Zaśmiała się. Poklepała go po szyi i wróciła do ćwiczeń.




<Claruś, czyń honory ^^, potem wpadnie jeszcze Arturek>
Podobizna Tornada

Clarissa

 
Imię: Clarissa
Pseudonim/y: Dla siostry Clara lub Clariss. Przyjaciele mówią jej White.
Wiek: 18 lat
Stanowisko: Opiekunka, ale czasem pomaga siostrze przy koniach~
Płeć: Ta piękniejsza i mądrzejsza, kobieta rzecz jasna.
Charakter: Małomówna i trochę zamknięta w sobie, acz niezwykle odważna i dzielna kobieta. Ma złote serce, jest dobroduszna, opiekuńcza, niezwykle współczująca i kochająca, zawsze chętnie wszystkim pomaga. Uwielbia dzieci w każdym wieku, od zawsze kochała przebywać w ich towarzystwie. 
Dane Szczegółowe:
  •     Rasa: Pół elf, pół człowiek (Coś tam jeszcze ze smoka)
  •     Kolor oczu: Nieskazitelnie zielone, po tatusiu~
  •     Kolor włosów: Śnieżnobiałe, takie jakie miała mamuśka.
  •     Wzrost: 200 cm 
  • Znaki szczególne: Taki zgrabny pieprzyk koło prawego oczka. ZAWSZE ale to ZAWSZE ma wpiętą we włosy białą orchideę aka lilię. (Dla wszystkich innych - orchidea. Dla Clarissy - lilia. Niedouczone to to~)

    Zdolności magiczne: Niby jakieś tam ma, ale nic o nich nie wie.
    Zdolności fizyczne: Niewyobrażalnie szybka i zwinna. W sumie tyle, bo władać bronią nie umie nic a nic.
Rodzina:  
  • Matka Enea (zwykła kobieta)   
  •  Zead (elf, ojczulek którego Clarissa w ogóle nie kojarzy) 
  •     starsza siostra Lea (tak samo pół człowiek pół elf)

Zakochana w: Na chwilę obecną w nikim~
Partner: No niestety nie ma...
Historia: 18 lat coś zaszło pomiędzy kobietą, Eneą, a elfem, Zead'em. No i tak na świat przyszła Clarissa. Urodziła się dokładnie, co do dnia, rok po swojej siostrze, Lei. Ojca pamięta jak przez mgłę (czyt. w ogóle go nie pamięta.), kojarzy jedynie to, że szkolił jej siostrę. Gdy mała białowłosa miała 5 lat, ojciec całkowicie zniknął z ich życia, a ona wraz z matką i siostrą przeprowadziły się. I w ten o to sposób znalazły się w Palancarze. Lata mijały. Clara miała 14 lat kiedy jej kochana Lea zdobyła piękną bliznę. Pamięta, że siostra miała wtedy wysoką gorączkę i krwawiła. Rozcięła sobie nożem całe przedramię. Clarissa chyba nigdy tak bardzo się o nią nie martwiła. Ale na szczęście następnego dnia Moon była już zdrowa.
Kiedy jej siostra zaczęła pracować jako stajenna, białowłosa rozpoczęła swą pracę jako opiekunka. Kochała spędzać czas ze swoimi małymi podopiecznymi. Skończyło się na tym, że sama zapragnęła mieć dziecko. Niestety nigdy nie udało jej się znaleźć swojej drugiej połówki + TEORETYCZNIE jest bezpłodna. Ale Clarissa należy do tego typu kobiet, które mimo wszelkich przeciwności losu się nie poddają. I tak o to Clara obrała sobie cel w życiu - założyć rodzinę.
A jak to się dalej potoczy? Czas pokaże~
Marzenia: ZOSTAĆ MATKĄ.
Cel życiowy: ^ To samo co wyżej.
Autor: ronisia (Doggi), Frozen112 (Howrse)