Spojrzałam ze zdziwieniem na... Na co? Przypominało mi to wilko-lwy. Ponoć, jak wspomniał Artur, nazwane były one tokotami. Wzrok zwróciłam ku Viviane. Była bardzo puchata i miła w dotyku. Wsiadłam delikatnie na jej grzbiet. Wydawało się, że siedzisz na fotelu. były mega wygodne! Pogładziłam tokotę po szyi.
-No to w drogę! -powiedziałam, uśmiechając się. Artur wsiadł na swojego tokotę, który nosił imię Maximus. Po niedługim czasie ruszyliśmy w drogę. W górach było okropnie zimno i padał śnieg, a ponieważ miałam gruby płaszcz, dało się to wytrzymać. Nagle usłyszałam krzyki w lesie.
-Artur, chyba mamy towarzystwo. -powiedziałam. Zeskoczyłam z Viviane i kazałam jej schować się za skałą. To samo Artur zrobił z Maximusem. Bardzo donośnie krzyczeli o jakiejś kradzieży.
-To bandyci. -rzekłam po chwili. Spojrzałam Arturowi w oczy, kiedy nagle w naszą stronę pojawiła się fala strzał. Skryliśmy się pod kamieniem.
-Jeśli nie zareagujemy to nas zabiją. -powiedział. -Anna, bierz Viviane i uciekajcie. -powiedział.
-Chyba śnisz, jeśli myślisz, że Cię tu zostawię! -jęknęłam.
-Ech... Kobiety... -uderzył się ręką w twarz.
-Daj mi łuk, nie marudź. -rozkazałam.
-Słucham? -spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
-Głuchy jesteś? Daj mi łuk. -powtórzyłam. Mężczyzna posłusznie podał mi łuk. Wyjęłam strzały i zaczęłam napinać je raz za razem na cięciwę. Zdarzało się nawet, że wystrzeliwałam je po trzy lub dwie na raz. Artur wziął kuszę i również zaczął strzelać. Kiedy się upewniliśmy, że jest czysto wróciliśmy do tokot i dosiedliśmy je, sprawdzając, czy ani nam, ani im się nic nie stało.
<Artur?>
niedziela, 24 kwietnia 2016
sobota, 23 kwietnia 2016
czwartek, 21 kwietnia 2016
Od Constantine'a Cd Clara
- Mam nadzieję że lubisz pracę w ogrodzie. W wolnym czasie lubię tutaj posiedzieć.- Powiedziałem z uśmiechem.
<Clara?>
Żyło, żyło i zdechło tak samo jest z moją weną
<Clara?>
Żyło, żyło i zdechło tak samo jest z moją weną
Od Artura Cd Anna
Poszedłem za Anną. W karczmie ona i Dastan prowadzili miłą pogawędkę.
- Marilyne ja i Artur jedziemy w góry jedziesz z nami?
- Wiesz wolałabym zostać z Dastanem.- Powiedziała. Anna kiwnęła głową.
- Jutro. Chciałbym szybko załatwić tą podróż szybko i równie szybko wyruszyć aby poznać mojego przyszłego teścia.- Powiedziałem i pocałowałem Annę w policzek.
- Pójdę nas spakować.- Powiedziałem. Poszedłem do stajni i spakowałem nieco potrzebnych rzeczy. Potem poszedłem do domu i spakowałem nasze rzeczy. Wziąłem też nieco prowiantu. Rano Anna przyszła do stajni, gdzie pakowałem rzeczy na Tartara.
- Tylko jeden koń?
- Tak bo żaden inny nie da rady. A poza tym w drodze powrotnej większa ilość by zawadzała.- Powiedziałem i wsadziłem Leę na grzbiet konia. Po chwili ruszyliśmy w góry. Po kilku godzinach wspinaczki weszliśmy w niesłychanie gęstą mgłę. Owszem trwało to kilka minut jednak znaleźliśmy się na jakiejś polanie, pośrodku której stał posąg mężczyzny.
- To mój brat...- Jęknęła Anna.
- Meduza... - Szepnąłem i od razu zawiązałem oczy Anny chustką. Podobnie uczyniłem z oczami konia i swoimi.
- Meduza zamieniła go w kamień. Choćby nie wiem co nie ściągaj chustki.- Powiedziałem i pocałowałem ją. Wyciągnąłem miecz z pochwy i przygotowałem się na atak.
- No proszę Król Gór i jego narzeczona...- Zaczęła Gorgona.
- Nie baw się Meduzo. Wiem gdzie jesteś.
- Naprawdę? To gdzie jestem?- Zapytała. Uśmiechnąłem się.
- Na półce skalnej za mną. Teraz jesteś po drugiej stronie. A teraz syczysz mi nad uchem.- Powiedziałem i rzuciłem zaklęcie które pomniejszyło Gorgonę i zamknęło w czymś w rodzaju puszki. Odsłoniłem oczy i schowałem puszkę do torby.
- Anno weźmiemy twojego brata. Spróbuję go odczarować.- Powiedziałem i wziąłem się do przywiązywania figury do grzbietu Tartara. Po chwili ruszyliśmy w dalszą drogę. W końcu dotarliśmy na miejsce. Rozsiodłałem Tartara i poprowadziłem Annę do doliny. Tam zagwizdałem i pojawiły się Tokoty. Dwie podeszły do mnie i Anny.
- To jest Maximus. Właściwie Maximus Decimus Meridius ale ja nazywam go tylko Maximus albo Max. A to jest Viviane jego partnerka.- Powiedziałem. Anna położyła rękę na głowie Viviane.
- Czemu mi je pokazujesz?
- Bo będziesz Królową Gór. I będziesz dosiadać Viviane.- Powiedziałem z uśmiechem.
<Anna?>
- Marilyne ja i Artur jedziemy w góry jedziesz z nami?
- Wiesz wolałabym zostać z Dastanem.- Powiedziała. Anna kiwnęła głową.
- Jutro. Chciałbym szybko załatwić tą podróż szybko i równie szybko wyruszyć aby poznać mojego przyszłego teścia.- Powiedziałem i pocałowałem Annę w policzek.
- Pójdę nas spakować.- Powiedziałem. Poszedłem do stajni i spakowałem nieco potrzebnych rzeczy. Potem poszedłem do domu i spakowałem nasze rzeczy. Wziąłem też nieco prowiantu. Rano Anna przyszła do stajni, gdzie pakowałem rzeczy na Tartara.
- Tylko jeden koń?
- Tak bo żaden inny nie da rady. A poza tym w drodze powrotnej większa ilość by zawadzała.- Powiedziałem i wsadziłem Leę na grzbiet konia. Po chwili ruszyliśmy w góry. Po kilku godzinach wspinaczki weszliśmy w niesłychanie gęstą mgłę. Owszem trwało to kilka minut jednak znaleźliśmy się na jakiejś polanie, pośrodku której stał posąg mężczyzny.
- To mój brat...- Jęknęła Anna.
- Meduza... - Szepnąłem i od razu zawiązałem oczy Anny chustką. Podobnie uczyniłem z oczami konia i swoimi.
- Meduza zamieniła go w kamień. Choćby nie wiem co nie ściągaj chustki.- Powiedziałem i pocałowałem ją. Wyciągnąłem miecz z pochwy i przygotowałem się na atak.
- No proszę Król Gór i jego narzeczona...- Zaczęła Gorgona.
- Nie baw się Meduzo. Wiem gdzie jesteś.
- Naprawdę? To gdzie jestem?- Zapytała. Uśmiechnąłem się.
- Na półce skalnej za mną. Teraz jesteś po drugiej stronie. A teraz syczysz mi nad uchem.- Powiedziałem i rzuciłem zaklęcie które pomniejszyło Gorgonę i zamknęło w czymś w rodzaju puszki. Odsłoniłem oczy i schowałem puszkę do torby.
- Anno weźmiemy twojego brata. Spróbuję go odczarować.- Powiedziałem i wziąłem się do przywiązywania figury do grzbietu Tartara. Po chwili ruszyliśmy w dalszą drogę. W końcu dotarliśmy na miejsce. Rozsiodłałem Tartara i poprowadziłem Annę do doliny. Tam zagwizdałem i pojawiły się Tokoty. Dwie podeszły do mnie i Anny.
- To jest Maximus. Właściwie Maximus Decimus Meridius ale ja nazywam go tylko Maximus albo Max. A to jest Viviane jego partnerka.- Powiedziałem. Anna położyła rękę na głowie Viviane.
- Bo będziesz Królową Gór. I będziesz dosiadać Viviane.- Powiedziałem z uśmiechem.
<Anna?>
Od Clarissy C.D Constantine
- Tu jest...niesamowicie. - Szepnęłam, uchylając usta w zachwycie i rozglądając się po ogrodzie. Wszędzie w okół mnóstwo warzyw, owocowych drzew i wspaniałych, kolorowych kwiatów. - Chyba nigdy nie widziałam piękniejszego miejsca. Tu jest cudownie.
<Kocie?>
Moja wena umarła.I kostka też. ; v ;
Moja wena umarła.
Od Artura Cd Lea
- Czyli jeszcze Ci nie powiedziała?- Zapytałem. Dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona
- Clara i Constantine planują wspólne życie. Nie powiedziałem mu że ty i Clara jesteście dziećmi Zead'a.- Powiedziałem. Spojrzałem na Leę. Podniosłem ją z ziemi i objąłem ramieniem.
- Za was.- Powiedziałem krotko.
- Jak to za nas?
- Prawo elfów wyraźnie zabrania łączenia się w pary z przedstawicielami innych gatunków, wyjątek stanowią smoczy ludzie a także płodzenia hybryd. Tak teoretycznie zabrania też łączenia się w pary z hybrydami. Karą za to wszystko jest śmierć. Błagaliśmy ojca Zead'a żeby tylko go wydziedziczył jak starszego brata twojego ojca ale powiedział że jednemu synowi przebaczył drugiemu nie ma zamiaru.- Powiedziałem.
- Mój ojciec miał brata?
- Tak miał na imię Ed. Z tego co wiem zakochał się w elfce która miała już męża a on go zabił. Potem urodziło mu się 2 synów. Starszy Zekon i młodszy chyba Luck.
<Lea?>
- Clara i Constantine planują wspólne życie. Nie powiedziałem mu że ty i Clara jesteście dziećmi Zead'a.- Powiedziałem. Spojrzałem na Leę. Podniosłem ją z ziemi i objąłem ramieniem.
- Za was.- Powiedziałem krotko.
- Jak to za nas?
- Prawo elfów wyraźnie zabrania łączenia się w pary z przedstawicielami innych gatunków, wyjątek stanowią smoczy ludzie a także płodzenia hybryd. Tak teoretycznie zabrania też łączenia się w pary z hybrydami. Karą za to wszystko jest śmierć. Błagaliśmy ojca Zead'a żeby tylko go wydziedziczył jak starszego brata twojego ojca ale powiedział że jednemu synowi przebaczył drugiemu nie ma zamiaru.- Powiedziałem.
- Mój ojciec miał brata?
- Tak miał na imię Ed. Z tego co wiem zakochał się w elfce która miała już męża a on go zabił. Potem urodziło mu się 2 synów. Starszy Zekon i młodszy chyba Luck.
<Lea?>
Od Anny Cd Artur
-Jasne, lecz tak czy owak będę musiała jechać też do mojego ojca. Obiecałam mu. -powiedziałam i odsunęłam się od Artura. Wbiłam wzrok ziemię.
-Czy Marilyne może z nami jechać? Nie chcę zostawiać jej samej. -powiedziałam z troską w głosie i westchnęłam ciężko.
-Niech jedzie. -odrzekł po chwili namysłu.
-Pójdę ją powiadomić. -odparłam i ruszyłam do pobliskiej karczmy, w której powinna się właśnie znajdować.
<Artur?>
-Czy Marilyne może z nami jechać? Nie chcę zostawiać jej samej. -powiedziałam z troską w głosie i westchnęłam ciężko.
-Niech jedzie. -odrzekł po chwili namysłu.
-Pójdę ją powiadomić. -odparłam i ruszyłam do pobliskiej karczmy, w której powinna się właśnie znajdować.
<Artur?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)